Relacja ze SPIKniku2 - pikniku studentów SPIKu
Około godziny 16.30 dwie pary SPIKowych stóp przeczesywały polanę Powsińskiego Parku Kultury w poszukiwaniu znajomych twarzy ze szkolnego korytarza i sal wykładowych, ale poza bliżej niezidentyfikowanymi amatorami spotkań na świeżym powietrzu nie było jeszcze nikogo. Zajęłyśmy więc miejsce biwakowe, znalazłyśmy zasięg sieci komórkowej i po kwadransie byliśmy już w komplecie.
Tak rozpoczęło się drugie spotkanie integracyjne studentów SPIK ochrzczone wymyśloną przez Marcina Łasicę nazwą „SPIKnik”.
Zapraszamy do obejrzenia foto-relacji.
Komplet zebranych zacny, aczkolwiek okazał się nader skromny - sześciu studentów drugiego roku, dwóch wykładowców i czworo sympatyków naszej SPIKowej bandy. Wszyscy ci natomiast, którzy przestraszyli się czy to kapryśnej pogody, straszących zza zakrętu egzaminów, dystansu dzielącego Powsin z resztą świata czy chociażby spotkania wykładowców poza szkolną ławą, mogą czuć się zostawieni w tyle o kilka dobrych długości. Nie co dzień można przecież porzucić za plecami miasto i oglądać okolice mknąc w rowerowym peletonie pana Bartkowskiego, który poprowadził swoich studentów aż przez Konstancin.
Także główny ogniomistrz całego spotkania okazał się równie niecodzienny co wręcz niespodziewany. Swoją obecnością bowiem zaszczycił nas nie kto inny, jak profesor Miziołek wraz z małżonką, który z harcerską wprawą pokonał opór mokrego drewna, w mgnieniu oka rozpalił ognisko i wszyscy mogliśmy przystąpić do komisyjnego smażenia kiełbasek i chleba.
Wszyscy ci, którzy mogliby pomyśleć, iż w tak sprzyjających okolicznościach przyrody w ciszy kontemplowaliśmy otaczający nas las, są w nie lada błędzie. Oczywistym jest fakt, że to SPIK był naczelnym tematem żywych dyskusji, lecz zdementować należy wszelkie słuchy, że spotkania takie mają na celu jedynie promocję jakiejś wyraźnie określonej opcji ideologicznej. Nieodłączny patos takich rozmów zatopiliśmy tym razem w gęstym sosie humoru oraz pachnącego dymu i zagryźliśmy kiełbaską. Mylą się więc wszyscy ci, którzy przy takich okazjach wytykają gigantyczne dawki nużącego, przecukrzonego idealizmu czy sentymentalizm marzeń pisanych palcem na wodzie. Nie ogarnął nas bowiem ani łopatologiczny monotematyzm ani tendencja do cichego przytakiwania na wszystko. Nie obyło się oczywiście bez dylematów czy w towarzystwie kadry możemy ot tak wypić piwo i zapalić papierosa, ale wszystkich malkontentów odsyłam do galerii zdjęć, która powinna zrewidować wszelkie podejrzenia o banalność i konwencjonalizm.
Żałujcie ci, którym zabrakło chęci, bo nawet powrót do domów okazał się mało pospolity. Tak, po życiodajnej dawce dobrej zabawy, dyskusji przy ognisku i pieczonych kiełbasek, rozstaliśmy się w wyśmienitych humorach, z głowami pełnymi nowych pomysłów na dalsze SPIKowe podboje i jak na Noc Świętojańską przystało, w drodze przez las odprowadzani przez roje rozświetlających ścieżkę maleńkich świetlików. Nie udało nam się jedynie odnaleźć kwiatu paproci.
Autorka tekstu relacji:
Małgorzata Kieliszek
Zapraszamy na następną imprezę SPIKową. Tym razem będzie to wycieczka rowerowa, która odbędzie się wkrótce po sesji.


